Nie ja tu jestem najważniejszy. Tylko sprzątam, przygotowuję teren. Idę przed Jezusem do miejsc, gdzie On sam niebawem zamierza pójść. To nie moje rozważanie porusza ludzi. (Marcin Jakimowicz, "Pełne zanurzenie")

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niedziela palmowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niedziela palmowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Powaga milczenia

Chyba słuszna tradycja Kościoła przyjmuje, iż w Niedzielę Palmową nie głosi się homilii, nie ma kazania. Opis Męki Pańskiej sam w sobie jest na tyle wymowny, że nie wymaga komentarza. Niejako przygotowuje w tym dniu Kościół i wierzących do tego, co faktycznie (kalendarzowo) wspominać będziemy za 5 dni - w Wielki Piątek. Wskazuje kierunek zainteresowania i modlitwy oraz refleksji na te dni. 

Bóg w osobie swojego Syna do końca spala się z miłości do człowieka - nie tylko z ludźmi i między nimi żył, rósł, uczył się, pracował u boku Józefa, opiekował się Matką, a przez ostatnie 3 lata wędrował, nauczał, głosił Ewangelię, uzdrawiał, wskrzeszał, czynił cuda. Jego życie nie różniło się niczym od naszego - doświadczył go w każdym dosłownie calu i aspekcie. Ta Boża bezpośredniość doprowadziła Jezusa do krzyża - od bezprawnego osądzenia, ubiczowania, wyśmiania, przez 14 stacji drogi krzyżowej. Ale tutaj Jego misja i historia się nie skończyła, ale nabrała po ludzku niezrozumiałego kierunku i kształtu. Przekonali się o tym wszyscy - wierzący i niedowiarkowie - trzy dni później przy pustym grobie. I my tam się udamy, żeby na własne oczy ujrzeć i usłyszeć: dlaczego szukacie żywego pośród umarłych? nie ma Go, zmartwychwstał!

Ostatnia prosta. Trzy dni "zwykłe", a potem piękne Triduum. Niesamowita prostota i wręcz ogołocenie kościołów, zakryte krzyże. Ujmująca zaduma wobec niesamowitości prawdy, przed którą stajemy, a która nastała, nastąpiła właśnie dla nas, wszystkich razem i każdego z osobna. Zadumane kolejki ludzi, którzy - czasami po wielu latach - stają u kratek konfesjonału, aby usłyszeć z ust kapłańskich słowa: "Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna, i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego". Pojednanie ma wiele twarzy, pewnie tyle samo, ilu nas jest na tym świecie. A jest możliwe tylko dzięki temu, co wydarzyło się na Golgocie w tamten Wielki Piątek. 

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

A jednak

Mądrość Kościoła wskazuje jednoznacznie, że liturgia Niedzieli Męki Pańskiej, potocznie zwanej Palmową, nie potrzebuje komentarza. Jest to chyba jedyny dzień w roku liturgicznym, kiedy w liturgii nie ma miejsca na homilię - co jasno wskazuje, że całość wydarzenia nie wymaga komentarza, i wręcz zabrania przerostu słów nad tym, co tak dobitnie przytacza Ewangelia. 

Mnie w tym roku jakoś szczególnie w serce zapadły te słowa, z samego zakończenia prawie: 
A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół. Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: I. Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym. (Mk 15, 39b)
Mało to budujące, ale - lepiej późno niż wcale. Tak było wtedy, tak jest dzisiaj. Potrafimy być mądrzy po szkodzie, zrozumieć swoje błędy i prawdziwe znaczenie słów czy wydarzeń dopiero z perspektywy, później, po nich. Tak jak ten setnik. Kilka godzin wcześniej, może i nie był czynnym uczestnikiem show pt. kopnij/opluj/żuć kamieniem w Jezusa - ale brał w nim udział, szedł w tym, co my dzisiaj czcimy jako drogę krzyżową Zbawiciela. 

Ludzie do końca zeń drwili, do końca liczyli na spektakl - może ten Eliasz albo ktokolwiek inny pojawi się, zdejmie skazańca z krzyża i będzie się coś działo? Jednak nie. On nic nie zrobił. Wisiał i po prostu umarł - nawet tak szybko, że nie musieli mu łamać kolan, aby udręczone ciało szybciej się poddało, aby się udusił, wystarczyło - dla pewności - przebić serce włócznią, bo widać było że skonał. 

Wielki Tydzień to szczególny czas, kiedy wielu z nas - po dłuższej czy krótszej przerwie - staje przy kratkach konfesjonału. Może to zabrzmi brutalnie - ale jeśli idziesz tam dla zasady, bo wypada, bo mama/babcia/ktoś inny każe, nie mając co do tego przekonania - to lepiej nie idź. Nie marnuj czasu spowiednika, który wielu ma penitentów, a pewnie i sam wyczuje wodolejstwo; a przede wszystkim - szanuj Boga i potraktuj Go na serio. On nie czeka na formułkę i recytowane z bezbłędną wprawą te same grzechy od x lat, wyćwiczone. Tu najważniejszy jest żal za te grzechy i mocne postanowienie poprawy. Bóg czeka na wszystkich, ale tych którzy przychodzą, bo tego chcą, bo tego potrzebują, bo mają motywację, a nie ot tak. Czy zniechęcam? Nie, wręcz przeciwnie - zachęcam do porządnego przygotowania i dobrego przeżycia tej spowiedzi. Żeby ona była po prostu ważna. 

W Wielki Piątek pójdziemy pod krzyż, pewnie w gronie całej wspólnoty parafialnej (zwykle jest tylko jedno nabożeństwo, dla wszystkich). Postarajmy się iść tak, jak iść powinniśmy - radośnie wspominając te brutalne i krwawe wydarzenia, które przecież doprowadzą na końcu do chwili, która dla każdego z nas - paradoksalnie - tchnie nieporównywalną z niczym nadzieją. Idźmy krzyżową drogą tak, aby słowa setnika były dla nas inspiracją przez cały jej czas - a nie tylko jako błyskotliwe i słuszne zakończenie, morał czy wniosek. A jednak. Przez krzyż do zwycięstwa.